2009.02.22, bitwa poduszkowa

W końcu oficjalnie tłukłam kogo popadło, waliłam, wrzeszczałam, ciosy padały na głowy i plecy, trafiało we wszystkich wokół mnie. Tak, czasem mam ochotę tak sobie odreagować. Dziś (sobota, 21 lutego 2009) się udało. Brałam udział w bitwie poduszkowej na Placu Zamkowym. Organizatorem był JoeMonster. Trzeba było przyjść, mieć jaśka (poduszkę znaczy) i o 14:57 z wrzaskiem bojowym ruszyć do boju. I ja ruszyłam. Wydobyłam się z kłębowiska walczących-śmiejących po 2 minutach, bo miałam dość: śmiechu, energii, szumu w głowie, zadyszki. Bitwa zgromadziła ok. 300 osób (jak piszą w internecie), z czego według mojej oceny z 100 to fotografowie, radiowcy, kamerzyści i oglądacze. Ok. 15:05 plac był pełen uśmiechniętych ludzi, piór wirujących w słońcu, porzuconych wyprutych jaśków. Uniesiona radośnie wróciłam pieszo przez Most Śląsko-Dąbrowski na Pragę a potem autobusem do domu, do Zośki i Piotra. Uhhh, jeszcze bym tak sobie powalczyła! Czego i Wam życzę :)

Poniżej zdjęcia:

bitwa poduszkowa

bitwa poduszkowa

bitwa poduszkowa